Astaksantyna, czyli dlaczego warto jeść latem łososie…

łosoś

Ostatnio podpowiadaliśmy, że najlepszą ochroną przed promieniami słonecznymi są zawarte w naszej skórze barwniki. Astaksantyna, którą dziś przedstawiamy, to właśnie jeden ze wspomnianych już karotenoidów, cechujący się wyjątkowo silnym działaniem. Jest to związek produkowany przez mikroalgi, a największe ich stężenie mają te żyjące w najcięższych warunkach: niedostateczna ilość wody, niewłaściwa temperatura, wysokie napromieniowanie…W obliczu takich niedogodności astaksantyny włączają swoje mechanizmy obronne, polegające na zmianie barwy z zielonej na czerwoną, co zapewnia algom niesamowitą odporność.
Algi te są dalej pożywieniem zooplanktonu, a ten z kolei – łososi, krewetek i flamingów. To właśnie astaksantynie zawdzięczają swój różowy kolor. Ale nie tylko. Również ogromną siłę i odporność.

Astaksantyna chroni skórę przed czynnikami zewnętrznym (zanieczyszczeniami, działaniem promieni UV…), redukuje zmarszczki i przebarwienia, chroni oczy i układ krążenia, pomaga utrzymać sprawność umysłową, zapobiega nowotworom, walczy z bólami wywołanymi przez stany zapalne, wspomaga prawidłowe funkcjonowanie układu pokarmowego, wspiera organizm podczas wysiłku fizycznego (zwiększa wytrzymałość, redukuje ilość kwasu mlekowego i przyspiesza spalanie tłuszczu), korzystnie wpływa na jakość spermy…Jest to więc potężny przeciwutleniacz i warto włączyć go do swojej diety. Pamiętajmy jednak, że nie wszystko złoto co się świecie i nie każdy różowy łosoś nafaszerowany jest naturalną astaksantyną. Te bowiem hodowane na farmach karmione sa ich syntetycznym odpowiednikiem. Sztuczne jednak nie zawsze oznacza złe i choć w mniejszym stopniu, nasz organizm i z nich pozyska coś dla siebie.

Życzę zdrowia!

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
1000
wpDiscuz