Małe brzuszki, czyli jak właściwie funkcjonuje układ trawienny dziecka.

Mum spoon-feeds the child

Mówi się, że gdyby dziecko miało osiągnąć w łonie matki pełną dojrzałość układu wewnętrznego, ciąża musiałaby trwać minimum 12 miesięcy, a na etapie porodu młody organizm miałby takie rozmiary, że kobieca anatomia uniemożliwiłaby poród. Mówiąc więc słowami pewnego profesora położnictwa, wszyscy rodzimy się wcześniakami, a dzieło tworzenia dopełniane jest „na zewnątrz”.

Pierwsze lata życia dziecka to okres niezwykle intensywny. Szybki wzrost, przybieranie na wadze, kształtowanie się  i dojrzewanie narządów wewnętrznych, praca mózgu, która na początku pochłania aż 50% zasobów energetycznych młodego organizmu, wszystko to wymaga ogromnego nakładu substancji odżywczych i wzmożonej pracy układu trawiennego. Ukladu, który nie jest jeszcze w pełni rozwinięty, i dla którego nawet proste zadanie, może okazać się bardzo trudnym przedsięwzięciem, a często wręcz niewykonalnym wyzwaniem. Dlatego tak ważne jest, aby świadomie podejść do decyzji o codziennym jadłospisie maluchów, biorąc pod uwagę wątłą naturę ich „systemu operacyjnego”, i aby na serwowane posiłki patrzeć nie tylko przez pryzmat bilansu odżywczego, ale również pod kątem łatwości przeróbki i zysku energetycznego.

W ujęciu Tradycyjnej Medycyny Chińskiej, główną rolę w odżywianiu organizmu pełni Śledziona. Przy wsparciu pozostałch narządów zawiaduje ona procesami transformacji i absorbcji pokarmu, warunkując tym samym jego rozwój i funkcjonowanie. Mimo, iż dzieci rodzą się z przeogromnym ładunkiem energetycznym, nienadwyrężonym jeszcze i nie nadszarpniętym latami eksploatacji, w naturalny wzorzec wpisany mają tzw. niedobór Śledziony, czyli pewnego rodzaju „osłabienie”, wynikające z jednej strony z niedostatecznej na tym etapie  dojrzałości, a z drugiej – z wysokich potrzeb energetycznych, niezbędnych przy tak intensywnym wzroście i pracy.

Pierwszym pokarmem jest dlatego, a przynajmniej powinno być, mleko matki. Produkt przebogaty w składniki jakich maleństwo potrzebuje i jednocześnie łatwy w przyswojeniu oraz łagodny w naturze (pod warunkiem oczywiście właściwej diety dawczyni). Światowa Organizacja Zdrowia zaleca karmienie piersią przez minimum 2 lata, a wprowadzenie pierwszych stałych produktów dopiero po 6tym miesiącu życia. Młode mamy otrzymują w tym czasie od pediatrów i położnych zalecenia „urozmaicania diety” dziecka. Sugeruje się włączanie do posiłków dużych ilości nowych smaków i składników. Do tego regularne karmienie i dbałość o przekąski. Moją „ulubioną” jest zasłyszana ostatnio propozycja dokarmiania Monte, jako pełnowartościowym posiłkiem. O zgrozo! Takim poradom mówimy stanowcze NIE! Żadnej chemii, żadnych gotowców, tylko proste domowe potrawki.

Ustaliliśmy już, że układ trawienny dziecka na tym etapie nadal tylko raczkuje. Nie możemy więc wypuścić go od razu w maraton, ale stopniowo budować jego formę i trenować w pokonywaniu kolejnych dystansów. Zaczynamy dlatego łagodnie, od rozgrzewki. Śledziona gustuje w smakach słodkich. (I to bynajmniej nie chodzi o słodycze, ale o naturalnie słodkie produkty jak kasze, czy warzywa.) Jadłospis malucha budujemy więc na nich. I oczywiście nie wszystkich na raz! Pozwólmy zaprzyjaźnić się dziecku z jedzeniem. A już na pewno nie zmuszajmy! Jeżeli nie chce, odpuśćmy. Zdajmy się na jego instynkt i indywidualne tempo oraz wybory. Pozwólmy wybierać co smakuje/czego potrzebuje (a nie co nam wydaje się smaczne/potrzebne).

Kasza jaglana jest jedną z najdelikatniejszych opcji. Harmonizuje pracę Żołądka i Śledziony, osusza nagromadzoną wilgoć i alkalizuje środowisko wewnętrzne. W parze z gotowanymi warzywami może stanowić przepyszny posiłek od potrawki, poprzez pastę, a na „pasztecie” skończywszy. Łagodna w smaku, pożywna, nie obciążająca energetyki organizmu, bo lekkostrawna, a co najważniejsze – tonizująca dziecięce niedobory.

Ryż, komosa ryżowa, amarantus…Większość kasz ma niezwykle zróżnicowany i bogaty profil odżywczy, a działanie wzmacniające układ trawienny sprawia, że są idealnym pokarmem dla najmłodszych. Dostarczają wszystkich mikro- i makroelementów oraz witamin i związków, niezbędnych dla prawidłowego funkcjonowania organizmu. Mają słodki smak (o działaniu odżywczym), naturalnie wspierający wzrost i rozwój ciała, oraz ciepłą naturę, podtrzymującą właściwą termikę narządów wewnętrznych.

W pierwszych miesiącach karmienia produktami stałymi zdajmy się więc na Matkę Naturę, czyli produkty roślinne i swoje/dziecka instynkty. Wybierajmy z uwagą i pozwólmy najmłodszym decydować co zjedzą, kiedy i w jakich ilościach, podsuwając oczywiście tylko to, po co warto sięgnąć, a jeżeli dziecko podziękuje – nie „wciskajmy” w to miejsce byle czego, żeby tylko „coś zjadło”. Jeżeli nie chce – widocznie tego nie potrzebuje, albo najzwyczajniej w świecie – nie jest na to gotowe. I pamiętajmy, że dziecko dobrowolnie się nie zagłodzi. Kiedy faktycznie poczuje głód, zje wszystko to, co starannie dla niego wybraliśmy.

 

cdn.

 

Życzę Zdrowia!

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
1000
wpDiscuz