Nietrzymanie moczu – krępujący problem, któremu można zaradzić…

slide_08_nietrzymanie_moczu

 

Problem „nietrzymania moczu” to delikatny i wstydliwy temat, który rzadko ogląda światło dzienne. Nie rozmawiamy o tym, bo uważamy za krępujące. Nie zgłaszamy lekarzowi, bo nie traktujemy w kategoriach dolegliwości nadającej się do leczenia. Zaczynamy nosić wkładki zabezpieczające, ciemną odzież na wypadek sytuacji kryzysowych, mało pijemy i zawsze staramy się mieć pod ręką aktualną mapkę miejskich toalet. Stopniowo izolujemy się, nie chcąc narazić na dyskomfort czy nieprzyjemności w towarzystwie i pomału zatracamy w problemie, niewiedząc w jak prosty sposób można z niego wyjść…

Zaburzenia trzymania moczu  dotykają w szczególności kobiety. Ciąże, porody, ogólna eksploatacja, wszystko to prowadzi do osłabienia mięśni dna miednicy, odpowiedzialnych za sprawność kontrolowania pęcherza i zwieraczy.

Literatura medyczna podpowiada liczne metody profilaktyki zapobiegawczej oraz leczenia.

Nadal jednak bardzo niewiele kobiet ma świadomość fizjologicznych uwarunkowań prowadzących do osłabienia kondycji krocza, a tym bardziej technik zaradczych.

Najprostszą i chyba najpopularniejszą formą poprawy jakości mięśni są (żadna to chyba niespodzianka) – ćwiczenia.

Zacznijmy więc od znanych większości z nas Mięśni Kegla.

Praca polega tu na napinaniu i rozluźnianiu. Aktywność może być wsparta narzędziami typu Kulki Gejszy, czy Baloniki Aniball, natomiast w najprostszej wersji wystarczy przyjąć pozycję leżącą, z nogami zgiętymi w kolanach, rozstawionymi na szerokość bioder, a następnie spinać mięśnie na zasadzie przytrzymywania moczu, ale bez udziału mięśni brzucha i pośladków. Taki skurcz utrzymujemy przez 5-10 sekund (oddychając spokojnie i miarowo), po czym rozluźniamy na kolejne 5-10 sekund. Powtarzamy 3 razy dziennie w seriach po 20.

Kolejny zespół wymagający rehabilitacji to Mięśnie Dna Miednicy.

Zarówno fizjologia rozwoju dziecka w czasie ciąży jak i porodu wpływa na nadwyrężenie pewnych partii, a niekiedy wręcz mikrourazy czy naderwanie z pęknięciem włącznie. Tak poważne osłabienie struktury mięśniowej rzutuje dalej na ich pracę i funkcjonalność. Zwiotczałe nie są w stanie pełnić swojej roli i tu zaczynają się problemy. Popuszczanie moczu (od lekkiego moczenia przy kaszlu, śmiechu czy wysiłku fizycznym, po stałe ulewanie dużych ilości) to tylko jedna z konsekwencji. Zaraz za nią idzie bowiem obniżanie czy wręcz wypadanie narządów. A to już krótka droga na stół operacyjny…Przynajmniej taką strategię nakreśli większość lekarzy medycyny konwencjonalnej.

Odpowiednie podejście do tematu pozwoli jednak nie tylko uniknąć drastycznych metod zaradczych, ale poprawi też jakość i komfort życia już na etapach delikatnych tylko sygnałów problemu.

Poza ćwiczeniami wspomnianych zespołów mięśniowych, można włączyć w terapię także masaż i zabiegi fizykoterapeutyczne. Z kolei Medycyna Orientalna przychodzi z narzędziami z zakresu akupunktury i ziołolecznictwa.

W myśl Tradycyjnej Medycyny Chińskiej, siła utrzymująca narządy i wszystkie elementy układu wewnętrznego na swoim miejscu, wypływa ze Śledziony (i bynajmniej nie chodzi tu konkretnie o organ, znany nam z zachodnich podręczników, ale o cały układ czynnościowy jakim zawiaduje). Osłabienie substancji ciała, nadwyrężenie, czy to mechaniczne, czy też fizjologiczne (zła dieta, niesprzyjające emocje) może doprowadzić do osłabienia, skutkującego niezdolnością utrzymywania tego co nie powinno opaść. Podczas terapii przywracającej sprawność w obrębie trzymania moczu i wypadania narządów, warto dlatego zająć się również tonizacją, czyli wzmacnianiem odpowiednich układów czynnościowych.

Potraktujmy więc problem nietrzymania moczu w kategoriach wyzwania, nie wyroku! Zasięgnijmy rady u fizjoterapeuty specjalizującego się w uroginekologii, skonsultujmy z terapeutami medycyny naturalnej-alternatywnej i rozmawiajmy o tym głośno.

Życzę Zdrowia!

Dodaj komentarz

avatar
1000
  Subscribe  
Powiadom o